Jesteś tu pierwszy raz i nie wiesz od czego zacząć? Kliknij Tutaj

Naturalna ochrona skóry przed słońcem w dwóch krokach


Mamy piękną porę roku, przygrzewa zbawcze słoneczko. Jednak słońce wymaga rozwagi i umiaru, bowiem co za dużo to niezdrowo, nawet jeśli mówimy o rzeczy zdrowotnie korzystnej, takiej jak promienie słońca.

Krótka ekspozycja skóry na słońce (do progu rumieniowego, o czym pisałam tutaj: [klik]) jest jak wiemy wręcz niezbędna dla zdrowia w celu wyprodukowania sobie odpowiednich zapasów witaminy D, ale pytacie mnie w listach co zrobić gdy mamy w perspektywie dłuższe kąpiele słoneczne? Jak uchronić się przed potencjalnie niszczycielskim w takich warunkach działaniem promieni UV? Jaki krem kupić?

Najprostszym wyjściem jest wizyta w pobliskiej drogerii czy markecie by zaopatrzyć się w konwencjonalny krem przeciwsłoneczny (z filtrem chemicznym lub mineralnym). Niestety większość tego typu kremów z filtrami chroni nie tyle przed promieniowaniem UVA, ile przed UVB (czyli zaburza nam wytwarzanie witaminy D).

Półki sklepowe wręcz uginają się pod ciężarem rozmaitych przeciwsłonecznych kremów i lotionów, a ich producenci chcąc na konsumencie zrobić wrażenie przekrzykują się parametrami faktora SPF (co jest kompletnie bez sensu biorąc pod uwagę, że faktor SPF odnosi się do promieni UVB dzięki którym produkujemy witaminę D, a już krem o SPF=8 hamuje wytwarzanie witaminy D w skórze o ponad 90%). Kosmetyki te zawierają też niejednokrotnie substancje chemiczne szkodliwe dla zdrowia lub co najmniej kontrowersyjne. Tak, nawet wersje „dla dzieci”. Stanowczo nie polecam!

Jak zatem naturalnie można chronić się przed nadmiarem promieni słonecznych? (więcej…)

„Bomba magnezowa” czyli domowy chleb z kaszy (łatwy, zdrowy i bezglutenowy)


Dzisiaj chcę się z czytelnikami podzielić moim ulubionym przepisem na domowy bezglutenowy chlebek z kaszy, który członkom mojej rodziny niezmiernie zasmakował. Ma chrupiącą skórkę, miękki środek, a zapach… po prostu poezja! Musicie spróbować. Jest bajecznie prosty do zrobienia, w sumie nawet dziecko mogłoby go zrobić!

Wykonanie tego chlebka nie wymaga zbyt wielkiego zaangażowania czasowego, wszystkiego może raptem z 15 minut, choć ogółem wykonanie chlebka zabierze nam w sumie prawie 3 dni: jest to czas potrzebny na procesy fermentacji. Nie będziemy tu potrzebować wagi kuchennej, ponieważ składniki odmierzamy takimi miarkami jak szklanka, garść i łyżeczka.

Główne składniki tego przepisu to: szklanka surowej kaszy jaglanej oraz szklanka surowej kaszy gryczanej niepalonej. Obydwa pseudozboża są naturalnie same z siebie bezglutenowe, więc nasz chlebek będzie bezglutenowy.

Nie potrzebujemy w tym przepisie ani drożdży, ani wykonywania wcześniej zakwasu (a pomimo tego upieczony chlebek na przekroju będzie miał widoczne malutkie pęcherzyki – jest to efekt naturalnej fermentacji.

Taki wypiek to poza tym produkt mega zdrowy ponieważ jest naprawdę bardzo nisko przetworzony (w przeciwieństwie do kupnych chlebów, których długa na kilometr lista składników przyprawić może o ból głowy) i ma skład najkrótszy z możliwych. W sumie jest to bowiem tylko pełne ziarno, nawet nie przetworzone w żaden sposób, nie zmielone wcześniej na mąkę, czyli sama surowa kasza: namoczona na dwie doby (wskutek czego lekko podfermentowana), następnie zmiksowana i upieczona z naturalnymi przyprawami i ziarnami.

Tak, taka „zapiekanka z kaszy” ostatecznie przyjmuje na naszych oczach postać pysznego chlebka. Osobiście uważam to za zdumiewające, bo wcześniej przez kilka dekad mojego życia nie przyszło mi nawet na myśl, że mogę surową kaszę po prostu namoczyć, podfermentować, zmiksować, doprawić i wsadzić do piekarnika, a wyjdzie mi z tego smaczne i zdrowe pieczywo dla całej rodziny!

Jest jeszcze coś: obydwie użyte do wyrobu chlebka kasze mają działanie zasadotwórcze na nasz organizm, więc przy okazji odkwaszamy nasz ustrój jedząc przy tym bezczelnie pieczywo (normalnie uważane powszechnie za pokarm kwasotwórczy). Sprytne, prawda? 🙂

Sprytne i niebywałe, ale osiągalne dzięki takiemu przepisowi na domowy chlebek z kaszy!

„Bomba magnezowa” to dla tego wypieku bardzo adekwatna nazwa. Bo ten chlebek to w istocie magnezowa bomba: kasza gryczana ma ok. 231 mg magnezu w 100 gramach, a kasza jaglana mniej więcej połowę tego, bo ok. 114 mg, ale i tak to jest bardzo dobry wynik. Do tego dochodzą nam ziarenka, które dodajemy: pestki dyni i słonecznika (również bogate w cenny magnez: 262 mg i 325 mg magnezu na 100 g).

Gdyby każdy obywatel regularnie jadał taki bombowy chlebek zamiast tych okropnych białych jak śmierć sklepowych buł, to wkrótce zapewne mielibyśmy z głowy problem niedoboru magnezu w społeczeństwie. 🙂

Nie mówiąc o zaparciach i wynikających z nich dodatkowych atrakcjach (do raka jelita grubego włącznie, na którego w Polsce umiera niepotrzebnie aż 28 osób każdego dnia!), bo chlebek ten zawiera też mnóstwo dbającego o zdrowie naszych kiszek błonnika.

Wszystkie składniki użyte do wyrobu naszego chlebka mają przyzwoicie wysoki indeks ANDI (gęstości odżywczej), więc z każdej spożywanej kalorii będziemy czerpać całkiem spore (jak na pieczywo) korzyści: witaminy, minerały (wapń, magnez, krzem, cynk, żelazo), błonnik oraz rozmaite fitozwiązki (jak choćby wzmacniająca naczynia krwionośne rutyna z kaszy gryczanej, czy działające przeciwzakrzepowo saponiny z kaszy jaglanej).

Nie ma tutaj ani grama dodanego tłuszczu w postaci izolatu (oleju), mamy tylko same zdrowe tłuszcze pochodzące z całościowych, naturalnych produktów (pestki, nasiona i sama kasza).

Gotowi na przepis? To zaczynamy! 🙂 (więcej…)

Domowy spray antykleszczowy


Dzisiaj obiecany jakiś czas temu  przepis na domowy spray antykleszczowy. Gdy tylko bowiem przyświeciło słoneczko i zaćwierkały ptaszki – chce nam się na świeże powietrze! I wszystko fajnie, ale co robić gdy zewsząd dochodzą nas głosy o niebezpiecznych kleszczach czyhających na nas w plenerze?

Najprościej iść do sklepu i zakupić jakiś chemiczny środek odstraszający kleszcze (najczęściej będzie zawierał on N,N-Dietylo-m-toluamid czyli DEET, skuteczny, choć niestety kontrowersyjny składnik). Oczywiście producenci środków opartych na DEET zapewniają nas, że tylko i wyłącznie chemiczne środki ochronią nas przed kleszczami. Czy to prawda – któż to wie. Faktem jest, że badając skuteczność środków odstraszających kleszcze, to właśnie DEET jest dla naukowców „złotym standardem” i to do niego porównują wszystko inne.

Niewykluczone jednak, że jak w każdym przypadku, tak i tutaj – natura potrafi sama o siebie zadbać. Otóż naukowcy badali tę sprawę i okazało się, że kleszcze nie znoszą pewnych zapachów!

Stworzenia te są ślepe i głuche, natomiast mają doskonały zmysł węchu. Pewne zapachy lubią i do nich lgną (jak np. zapach potu), a pewnych nie znoszą i od nich uciekają. I właśnie dlatego naukowcy tę sprawę zaczęli badać, by znaleźć odpowiedź na pytanie: jakich zapachów nie znoszą kleszcze?  (więcej…)

Kawa: instrukcja obsługi


Czy zauważyliście jak sprzeczne i niespójne informacje napływają ciągle do nas odnośnie kawy?

W jednym roku kawa chroni przed rakiem i mnóstwem innych chorób, by w następnym roku zwiększać ryzyko raka i wielu chorób. Kawa jest dobra, kawa jest zła. Kawa pomaga, kawa szkodzi. Pijcie kawę, nie pijcie kawy (a przynajmniej ograniczajcie). Z łatwością można znaleźć w internecie informacje zarówno typu „10 powodów dla których warto pić kawę” jak i typu „10 powodów, dla których warto zrezygnować z kawy”!

To jaka jest w końcu prawda? Co robić? Jak połapać się w tym chaosie informacyjnym? Często otrzymuję od czytelników pytania na ten temat: czy picie kawy służy zdrowiu czy też lepiej odrzucić wszelkie używki zawierające kofeinę, ale wtedy co z herbatą albo yerba mate? A co z kakao i czekoladą? Czy to są w końcu pokarmy zdrowe czy nie? A jeśli tak, to jak je spożywać i kiedy?

Większość ludzi przyjmuje w stosunku do picia kawy dobrze znaną strategię „wszystko byle z umiarem”, ale czy jest to strategia słuszna? Owszem, kofeina jest stymulantem, zatem z pewnością wymaga umiaru: wszyscy wiedzą, że tak naprawdę kofeina jest trucizną (gdy przyjęta w dużych dawkach).

Ale nie wszyscy wiedzą (bo też i niewiele się o tym mówi), że oprócz umiaru kofeina wymaga jeszcze czegoś dodatkowo: sprytu i wiedzy!

Posiłkując się dostępnymi na dzień dzisiejszy badaniami naukowymi jak również bazując na doświadczeniach własnych – specjalnie dla Was stworzyłam opracowanie „Kawa: instrukcja obsługi” czyli praktyczne kompendium wiedzy na temat tej popularnej używki.

 

 

Co zyskacie czytając moje opracowanie?

Po zaznajomieniu się z treścią książki każdy czytelnik zostanie ekspertem w temacie wszelkich darów natury zawierających kofeinę (głównie kawy) i dowie się w jaki sposób sprytnie i mądrze korzystać z ich dobrodziejstw, maksymalizując wypływające z nich korzyści.

  W dobie wielu sprzecznych ze sobą informacji warto tę wiedzę posiadać, w przeciwnym razie to nie my przechytrzymy kofeinę, lecz ona nas. I nie chodzi tutaj jedynie o fizyczne uzależnienie. Z książki dowiecie się dlaczego! (więcej…)

Kiedy produkujemy witaminę D w skórze?


Kwiecień to pora gdy zaczyna być możliwa synteza witaminy D w naszej szerokości geograficznej. Mówi się, że jest to możliwe „od kwietnia”, ale tak naprawdę nie bardzo wiadomo od którego: od pierwszego kwietnia? Od piątego? A może dopiero od dwudziestego piątego? No i w jakich godzinach: w samo południe czy godzinę wcześniej, a może godzinę później też może być? Nie bardzo wiemy jak określić ten moment gdy synteza skórna witaminy D już zachodzi! Często zastanawiamy się więc wystawiając do wiosennego słoneczka naszą buzię: „ciekawe, czy to już?”. 😉

Eksperci  z Vitamin D Council (organizacja pozarządowa zrzeszająca badaczy, lekarzy i naukowców zajmujących się tematem witaminy D) podają tymczasem bardzo prosty, „domowy” wręcz sposób na określenie czy słońce już operuje w sposób wystarczający do syntezy skórnej witaminy D [klik].

Metoda jest łatwa dla każdego z nas, nie wymaga dokonywania żadnych karkołomnych obliczeń czy też używania zaawansowanych przyrządów pomiarowych. Wystarczy w tym celu posiadanie przy sobie jedynie… swojego własnego ciała! 🙂

Będąc na świeżym powietrzu obserwujemy swój cień (jego długość będzie zależna zarówno od pory dnia jak i od pory roku): jeśli nasz cień jest krótszy niż nasz wzrost, to z pewnością w tym momencie produkujemy sporo witaminy D. Jeśli cień jest równy naszemu wzrostowi – witaminy D produkujemy mało, ale trochę produkujemy. Natomiast jeśli nasz cień jest wydłużony (dłuższy niż nasz wzrost), to synteza skórna witaminy D zachodzi w stopniu znikomym (o ile wcale).

Prawda, że proste? 🙂

 

Nieszczelne jelita: mit czy prawda?


Oficjalnie nie ma takiej jednostki chorobowej jak nieszczelne (przeciekające) jelita czy zespół nieszczelnych jelit. A jeśli nie ma takiej jednostki chorobowej, to oficjalnie nie ma czego leczyć. 

Sytuacja jest nieco niezręczna, bowiem badacze potwierdzają istnienie zjawiska jakim jest zwiększona przepuszczalność barier jelitowych, istnieje też wiele badań sugerujących powiązanie tegoż zjawiska z występowaniem chorób autoimmunologicznych (prawdziwej plagi obecnych czasów!). Jednocześnie dane są wciąż na tyle skąpe, iż jednostki chorobowej jako takiej nie ma: przeciętny lekarz na ten temat wiedzę ma raczej niewystarczającą, czasem może wręcz zaprzeczyć istnieniu „nieszczelnych jelit”.

A co jeśli po wiedzę udamy się do nieprzeciętnego lekarza, profesora medycyny mającego trzy specjalizacje (gastroenterologia, interna, nauki o żywieniu)? Ten chyba powinien coś więcej nam powiedzieć. Sięgnęłam zatem po książkę, której autorem jest dr Anil Minocha: „Is it Leaky Gut or Leaky Gut Syndrome”. Czego się z niej dowiedziałam, czym chcę się z wami dzisiaj podzielić? (więcej…)

Gdzie znajdziemy witaminę B9 (kwas foliowy)?


Niezbędny dla zdrowia fizycznego i psychicznego – od poczęcia aż do śmierci: kwas foliowy zwany witaminą B9 (inne nazwy: witamina B11, witamina M, witamina BC, folacyna). Witamina B9 jest witaminą rozpuszczalną w wodzie, wrażliwa jest na światło i temperaturę – podobnie jak witamina C. 

W pokarmach występuje w postaci folianów czyli soli kwasu foliowego. Nie można jej przedawkować pobierając z pokarmów, ale można nabawić się niedoborów nie spożywając naturalnej i świeżej żywności zawierającej tę witaminę.

Niedobór folianów może powodować same niemiłe rzeczy jak m.in. niedobór soków żołądkowych, problemy z trawieniem i wchłanianiem, obniżenie nastroju (lęk, niepokój, drażliwość, depresja), zmniejszoną odporność na stres, bezsenność, problemy z pamięcią i koncentracją, przedwczesną siwiznę, anemię, wady rozwojowe płodu, choroby układu sercowo-naczyniowego, nowotwory. Czyli wszystkie dolegliwości z jakimi obecnie na masową skalę zmagają się ludzie w krajach Zachodu (a przyczynę takiego stanu rzeczy łatwo odkryć: wystarczy obserwować będąc w jakimkolwiek markecie jakiego rodzaju „żywność” przeciętny obywatel wykłada w większości na taśmę przy kasie).

Gdzie znajdziemy kwas foliowy?

Nazwa związku kwas foliowy pochodzi od łacińskiego słowa „folium” czyli liść. W istocie występuje on obficie w zielonych liściach. Zielony to kolor życia i dobrego samopoczucia! 🙂

Codzienna konsumpcja zielonych warzyw (im świeższe tym lepiej), w tym połowa z nich zjadana lub wypijana na surowo (w formie sałatki lub zielonego koktajlu) oraz oparcie swojego menu przede wszystkim na obfitości rozmaitych warzyw, owoców, roślin strączkowych,  orzechów i nasion – zapewni nam prawidłową dzienną podaż tej substancji odżywczej.

 

Dr Thomas E. Levy „Wyleczyć nieuleczalne” (recenzja)


Jak ten czas szybko mija i jak duże przynosi zmiany!

Wszystko zaczęło się 4 lata temu: pewnego styczniowego wieczoru opublikowałam na witrynie bloga artykuł na temat niewiarygodnych efektów terapeutycznych witaminy C, jakie uzyskiwał w latach 30-tych i 40-tych ubiegłego wieku pewien lekarz, dr Fred Klenner, praktykujący w niewielkim, małomiasteczkowym szpitalu w Reidsville (Północna Karolina, USA). Artykuł ten zatytułowany „Raport Klennera czyli czego (prawie) nikt nie wie o witaminie C” wywołał prawdziwą burzę w polskim internecie: zawierał między innymi gotowy do pobrania dokument autorstwa pana doktora (tytułowy „Raport Klennera”), który specjalnie dla naszych czytelników przetłumaczyłam z języka angielskiego.

W swoim raporcie dr Klenner szczegółowo przedstawiał w jaki sposób jego pacjenci chorzy np. na polio czy inne „nieuleczalne” choroby (szczególnie wirusowe jak świnka, odra, różyczka, półpasiec, opryszczka, wirusowe zapalenie płuc itd.) wracali do zdrowia w ciągu zaledwie kilkudziesięciu godzin po podaniu odpowiednich dawek witaminy C (to były lata 40-te, wtedy lekarzowi wolno było „takie rzeczy” robić bez pytania się kogokolwiek o cokolwiek, bez skrępowania sztywnymi procedurami czy też zasadami tzw. „medycyny opartej na dowodach”).

I wtedy się zaczęło!

Raport Klennera pobrało z witryny tego bloga kilkadziesiąt tysięcy użytkowników z całej Polski, przekazywano sobie jego treść z ust do ust, rozmawiano o nim wszędzie. Moja skrzynka mailowa pękała w szwach, na blogu i w komentarzach na Facebooku zaroiło się od niedowiarków i zwykłych hejterów, a także bardzo miłych, choć kompletnie zdezorientowanych ludzi (w tym lekarzy), niezmiernie zaciekawionych całą tą sprawą. Dlaczego nikt (z wyjątkiem garstki wtajemniczonych) nic o tym do tej pory nie wiedział? (więcej…)

10 korzyści z witaminy D


Witamina D kojarzy się popularnie głównie ze zdrowiem kości. Jednak tak naprawdę jej działanie w naszym ustroju jest wielokierunkowe, przy czym przypomina ono bardziej hormon niż witaminę.

Okresowe wahania poziomu witaminy D są normalne i fizjologiczne: latem mamy jej więcej, zimą mniej. Gdy jednak mamy przewlekły i trwający latami deficyt witaminy D w ustroju (poziom suboptymalny to poniżej 30 ng/ml) to mogą nas dotknąć różne problemy niekoniecznie związane tylko z kośćmi: pojawiają się problemy ze snem, ze sprawnością intelektualną (pamięcią, jasnością myślenia, koncentracją itd.), z nastrojem (od depresji aż po „słyszenie głosów”), problemy z trawieniem i przyswajaniem (witamina D zwiększa przyswajanie wapnia z przewodu pokarmowego), zawroty i bóle głowy, bóle mięśni, kości i stawów, uczucie ciągłego zmęczenia, przewlekłe stany zapalne, skłonność do częstych infekcji, problemy z prawidłowym ciśnieniem krwi, z funkcjonowaniem gruczołów – ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Może pojawić się m.in. zgaga, refluks czy też problemy z nietrzymaniem moczu, bowiem witamina D wpływa na siłę mięśni, w tym naszych różnych zwieraczy. Serce to też mięsień – może ulec osłabieniu i/lub zacząć pracować nieprawidłowo. Mogą pojawić się lub zwiększyć nietolerancje pokarmowe ponieważ witamina D ma wpływ na nasze bariery jelitowe i na populację naszych bakterii jelitowych. I w końcu – zwiększone zostaje ryzyko wielu chorób cywilizacyjnych, w tym nowotworów oraz chorób serca i układu krążenia.

Cokolwiek jednym słowem ci nie dolega- zawsze weź pod uwagę swój aktualny poziom witaminy D w ustroju!

Oto 10 korzyści z posiadania optymalnego poziomu witaminy D:

 


Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress