Jesteś tu pierwszy raz i nie wiesz od czego zacząć? Kliknij Tutaj

Nie kosztowna szczepionka, a proste i tanie rozwiązanie


Informacja z Orthomolecular Medicine News Service, 4 maja 2020.

Witamina C i koronawirus: nie kosztowna szczepionka, a proste i tanie rozwiązanie.

Oryginał w jęz. ang: http://orthomolecular.org/resources/omns/v16n28.shtml

Komentarz Williama F. Simmonsa i dr. Roberta G. Smitha

Podczas epidemii zapalenia płuc w Południowej Karolinie, USA, w latach 40-tych ubiegłego wieku, po tym jak amerykańscy żołnierze wrócili z wojny w Europie, pewien lekarz z małego miasteczka, by wyleczyć 42 przypadki wirusowego zapalenia płuc użył anty-wirusowego protokołu podawanej dożylnie witaminy C .[1]

W tym samym czasie lekarz ten użył podobnej metody by wyleczyć 60 przypadków wirusowego poliomyelitis (choroba Heinego- Medina), spowodowaną wirusem polio. W przeciągu 72 godzin u wszystkich pacjentów stwierdzono stan klinicznie dobry.[2]

To pozornie niesamowite zdarzenie nastąpiło przed wynalezieniem szczepionki na polio. Lekarzem tym był Frederick Robert Klenner z Reidsville (w Północnej Karolinie, USA).

W tym samym czasie po wojnie Klenner używał podobnej metody by wyleczyć kilka innych chorób jak półpasiec, opryszczka pospolita, ospa wietrzna, odra, grypa, świnka, czy wirusowe zapalenie mózgu.

Na przestrzeni jego praktyki lekarskiej Klenner odkrył, że witamina C jest nie tylko antywirusowa, ale także ma właściwosci antybakteryjne, antygrzybiczne i antytoksyczne.

Odkrył on też, że generalnie im większa dawka witaminy C była podawana, tym terapia była skuteczniejsza i skracało się czas jej trwania.

Klenner opublikował swoje odkrycia, a w nich zaznaczył, że (więcej…)

5 powodów dla których “witamina C nie działa”


 

Czasy gdy wiedza była utożsamiana z mądrością zdają się odchodzić już szczęśliwie do lamusa. Coraz więcej ludzi budzi się z dotychczasowej hipnozy, odrzucając narrację opartą na oficjalnej “naukowo udowodnionej” wersji – jak na przykład to, że “witamina C nie działa”.

 

Grany przez Nicka Nolte trener Sokrates wypowiada w w filmie “Siła spokoju” (“Peaceful Warrior”, 2006) pewną znamienną kwestię:

Wiedza to nie to samo co mądrość.

Mądrość to działanie.

Na temat witaminy C jak do tej pory opinie pozytywne głoszą ludzie, którzy nabyli mądrość, podczas gdy opinie negatywne pochodzą od ludzi dysponujących wiedzą.

Ci pierwsi mądrość swą nabyli poprzez działanie (bo w istocie jest to jedyna droga) – po prostu stosując witaminę C w sposób zgodny ze sztuką stosowania witaminy C.

Z kolei tych drugich można często spotkać w przebraniu ekspertów wypowiadających się publicznie na temat witaminy C.

Usłyszymy, że “witamina C nie działa”, że to wszystko jest mit stworzony przez szaleńców, a następnie podtrzymywany przy życiu przez chciwych sprzedawców suplementów, że nie ma po co brać bo i tak wysikasz, a już o słynnej kamicy nerkowej nie wspominając.

No a tak ogólnie, to wystarczy przecież 5 deko papryki i o potrzeby organizmu pod kątem witaminy C w ogóle nie musimy się już wcale martwić, prawda? 😉

Dzisiaj przyjrzymy się bliżej antywitaminowym narracjom, to ważne szczególnie dla tych, którzy mają trudności z odróżnianiem wiedzy od mądrości (i nie ma w tym nic złego: sama cierpiałam na tę przypadłość, przez wiele lat stawiając znak równości między nimi).

Oto 5 powodów, dla których “witamina C nie działa”

(więcej…)

Jak chronić się przed kleszczami?


Jak chronić się przed kleszczami? I co ma do tego wszechobecny smog elektroniczny? Pozornie nic, ale pojawiły się badania naukowe sugerujące, że powinniśmy się bliżej przyglądać temu co robimy.

Już w roku 2013, czyli 7 lat temu pisałam o tym, że toniemy w elektromagnetycznej zupie.

Co zmieniło się przez ostatnie 7 lat?

Zupa dzisiejsza jest jeszcze gęstsza niż 7 lat temu.

A zapowiada się jeszcze gęstsza, pomimo protestów świadomej części społeczeństwa.

Smog elektroniczny w przeciwieństwie do smogu powietrznego jest niewidzialny oraz nie śmierdzi, stąd też przez wielu jest traktowany pobłażliwie jako wymysł zielonych ekoświrów.

Czy słusznie? (więcej…)

Terapie chlorkiem magnezu (polio to szczyt góry lodowej)


Po opublikowaniu listu doktora Thomasa Levy dostałam od czytelników liczne prośby o więcej informacji jeśli chodzi o terapie chlorkiem magnezu – zarówno w celach wzmacniania odporności oraz leczniczo przy infekcjach.

Dzisiaj zatem mam dla Was przetłumaczony kolejny list, w którym dr Levy przekazuje wiele cennych informacji na ten temat.

Dzisiejsi lekarze mogliby się uczyć ze źródeł historycznych jak leczyć patogeny, kiedyś bowiem nie było antybiotyków zwalczających infekcje bakteryjne (pierwszy z nich, penicylinę, zaczęto fabrycznie produkować dopiero w roku 1939), a jeśli chodzi o infekcje wirusowe, to do dzisiejszego dnia większość społeczeństwa jest przekonana, że wirusy to straszliwe zagrożenie, dużo gorsze niż bakterie.

Bo przecież “wszyscy wiedzą”, że na wirusy żadnego w zasadzie lekarstwa medycyna nie posiada, a jedyne co można zrobić, to sztuczna profilaktyka w formie szczepień – nazywanych z tego powodu ochronnymi.

Tymczasem starzy, przedwojenni lekarze kilka dekad temu radzili sobie bardzo skutecznie z wirusami (ale i bakteriami), również tymi, które wywołują różne choroby wieku dziecięcego. (więcej…)

Witamina C chroni przed koronawirusem?


Czy witamina C chroni przed koronawirusem? To takie trochę płytkie pytanie, bo chroni nas zawsze nasz własny układ odpornościowy, ale…

Dostałam list od dra Andrew Saul’a i dzisiaj chcę się z czytelnikami podzielić jego treścią. Jest to protokół na wirusy  – w tym także koronawirusy, którymi się straszy nas obecnie (styczeń Anno Domini 2020).

Czasem w sezonie karnawałowym, a czasem w sezonie ogórkowym, ale prawie co roku mamy opowieści niezwykłej treści o wirusach – a to grypy ptasiej, a to świńskiej czy innej, a niechże się gawiedź czymś przynajmniej raz w roku przestraszy (to łatwiej będzie nią manipulować)!

Wracając do tematu. Na mojej witrynie pojawiło się już wiele artykułów dotyczących medycyny ortomolekularnej. Co to jest medycyna ortomolekularna?

Niestety tego pojęcia w polskojęzycznej wersji Wikipedii nie znajdziemy, nie licząc bąknięcia na ten temat przy okazji przedstawienia sylwetki Linusa Paulinga.

Wikipedia anglojęzyczna określa z kolei medycynę ortomolekularną jako “formę medycyny alternatywnej polegającej na utrzymaniu ludzkiego zdrowia za pomocą suplementacji składników odżywczych”.

Spłycone bardzo, ale… No niech i tak będzie, z braku laku. 🙂

Uważam, że dobrymi wiadomościami warto się dzielić. Kilka lat temu dołożyłam się do zrzutki na produkcję filmu o witaminach “That Vitamin Movie”.

Subskrybuję też newsletter Orthomolecular Medicine News Service – jeśli ktoś biegle włada angielskim, to można się zapisać tutaj:

http://www.orthomolecular.org/forms/omns_subscribe.shtml

Natomiast archiwum wszystkich newsletterów znajdziemy pod tym linkiem:

http://orthomolecular.org/resources/omns/index.shtml

A teraz już do rzeczy: co napisał na temat ochrony przed wirusami dr Andrew Saul? (więcej…)

Czy można zarazić się rakiem?


 

Wirusy onkogenne to ostatnio gorący temat. Dostałam list od jednej z naszych czytelniczek w temacie szczepionki HPV z prośbą o komentarz.

Czytelniczka napisała do mnie dlatego, że jako matka dwóch córek ma mętlik w głowie po lekturze artykułu na blogu pewnej słynnej pani (będącej lekarką).

Podała linka (łatwo znajdziecie go w wyszukiwarce Google na pierwszej stronie wyników wyszukiwania na hasło szczepienie HPV).

Podpowiedź: blog jest jednym z tych modnych obecnie blogasków prowadzonych przez lekarki będące mamusiami. Lub mamusie będące lekarkami jak kto woli.

Jeśli chodzi o tego typu witryny, to w Polsce w ostatnich kilku zaledwie latach szalenie obrodziło.

Łatwo na nie trafić, bo aktualnie lądują na pierwszych stronach wyników wyszukiwań.

Wszystkie natomiast blogi alternatywne (między innymi mój) zostały stamtąd arbitralnie uprzątnięte (zmianę algorytmu rozpoczęto w sierpniu 2018) przez wielkiego wujaszka G. w ramach “zwiększania rzetelności i dostępności informacji medycznej w internecie”.

Tak to się dzisiaj nazywa. Kiedyś nazywało się mniej elegancko: zamordyzm.

W każdym razie (o tempora, o mores!) lekarze i lekarki zaczęli się nami troskliwie zajmować już teraz nawet przez internet.

Ponieważ jednak badać, diagnozować ani wypisać recepty przez internet raczej nie sposób, to chociaż piorą mózgi, aż drzazgi lecą!

Ach, przepraszam: chciałam powiedzieć, “dostarczają rzetelnej informacji medycznej w internecie”. 😉

Kliknęłam w przesłany przez czytelniczkę link, przeczytałam zamieszczoną tam treść i ze zrozumieniem pokiwałam głową: (więcej…)

Jak stosować olejki eteryczne – poznaj 7 mitów!


 

Jak stosować olejki olejki eteryczne w sposób skuteczny i bezpieczny? Warto to wiedzieć choćby po to, by umieć odróżnić sztuczny “olejek zapachowy” od naturalnego olejku eterycznego. Bo wszyscy lubimy jak coś ładnie pachnie, prawda? A jak pachnie ładnie, to “musi” być bezpieczne, ale… nie zawsze tak jest.

Aromaterapia ostatnio bardzo zyskuje na popularności. Jednocześnie w internecie krążą rozmaite mity na jej temat.

Niektóre z nich są nie tylko głupie, ale i szkodliwe – czasem tylko dla naszej kieszeni, a czasem dla zdrowia.

Po co nam ta wiedza? Dla własnego bezpieczeństwa.

Choćby dlatego, że do rozlewania pachnących cieczy zabierają się dzisiaj coraz to nowe, kolejne firmy.

Produktów tych na rynku przybywa coraz więcej pod różnymi markami, ale nie przybywa rzetelnej wiedzy na ten temat.

Rzetelnej, czyli opartej o naukowe fakty, a nie będącej jedynie owocem marketingu firm zajmujących się sprzedażą olejków (zarówno tych zapachowych, jak i naturalnych eterycznych).

Przeciętny konsument jest często skołowany i nie ma bladego pojęcia o co chodzi. Wiem to z własnego doświadczenia – swego czasu byłam olejkowym ignorantem!

Co i z jakiej firmy mam kupić, jak stosować te olejki eteryczne, na co zwracać uwagę, czego się wystrzegać, o co zadbać i czy naturalny olejek eteryczny za 10 czy 15 zł naprawdę nie istnieje? (więcej…)

Soja: szkodliwa czy dobra?


Na temat soi napisano już wiele: czy soja jest szkodliwa czy dobra? Zwolennicy zarówno pierwszej jak i drugiej opcji przerzucają się argumentami, że naprawdę zgłupieć można. Nie wiadomo w końcu czy na soję trzeba faktycznie uważać (i jak bardzo) czy też można ją sobie od czasu do czasu zjeść (i w jakiej formie).

Dzisiaj postaram się rozwiać sojowe wątpliwości, a także (uwaga!) na końcu tego artykułu będzie mega przepis: orientalny, aromatyczny i mega pyszny, właśnie na bazie soi. Czy zdrowy? Ośmielę się twierdzić, że mimo wszystko (choćby z uwagi na zawartość błonnika) zdrowszy niż mięsna wersja tej samej potrawy! 🙂

Zacznijmy od tego czym soja jest: soja warzywna jest rośliną strączkową, która ze wszystkich roślin strączkowych posiada najwięcej białka, a na dodatek jest to białko kompletne (zawierające wszystkie niezbędne aminokwasy). To dlatego często soję kojarzy się z dietą wegańską i wegetariańską: soja godnie zastępuje w tych dietach mięso.

W jednej z Niebieskich Stref, na japońskiej wyspie Okinawa, soja jest tradycyjnym elementem diety stulatków.  I to zarówno w postaci świeżych zielonych strączków zwanych edamame lub świeżych kiełków sojowych, jak i również (więcej…)

Dlaczego przetworzona żywność jest tak uzależniająca?


 

Czytelnicy w listach często narzekają na to, że ciężko jest przestawić się na zdrowe odżywianie gdy człowiek ma mało czasu, a wokół tyle przetworzonych produktów kusi i wciąga. Dziś odpowiem na pytanie jednej z naszych czytelniczek: dlaczego przetworzona żywność jest tak uzależniająca?

To prawda. Dosłownie działa jak narkotyk! Co gorsza, ćpają już nawet małe dzieci i to całkowicie legalnie.

Wszyscy wiemy, że jak już otworzymy paczkę ciasteczek, słonych paluszków, krakersów lub czipsów, to na pewno nie skończy się na jednym, a jedna kulka lodów, jeden mały wafelek czy batonik zazwyczaj skutkuje uczuciem niedosytu…

Mało tego – gdy już raz zasmakujemy w tego typu rozkoszach podniebienia, to nie możemy doczekać się kolejnej okazji. Po spożyciu ciastek, czekolady, kabanosów, pizzy czy lodów mamy jeszcze większą na nie ochotę i… ciągle nam mało.

W sumie moglibyśmy jeść to na okrągło (co też i zresztą wiele osób robi).

To zjawisko dotyczy wielu przetworzonych produktów: słodkich, słonych, tłustych, mięsnych, serowych, pszenicznych…

W dziwny sposób nie dotyczy tylko jednej grupy żywności: świeżych warzyw i owoców – te wydają się być nietknięte klątwą. 🙂

 

Kto tak naprawdę produkuje korporacyjną “żywność”?

(więcej…)