Jak stosować olejki olejki eteryczne w sposób skuteczny i bezpieczny? Warto to wiedzieć choćby po to, by umieć odróżnić sztuczny “olejek zapachowy” od naturalnego olejku eterycznego. Bo wszyscy lubimy jak coś ładnie pachnie, prawda? A jak pachnie ładnie, to “musi” być bezpieczne, ale… nie zawsze tak jest.

Aromaterapia ostatnio bardzo zyskuje na popularności. Jednocześnie w internecie krążą rozmaite mity na jej temat.

Niektóre z nich są nie tylko głupie, ale i szkodliwe – czasem tylko dla naszej kieszeni, a czasem dla zdrowia.

Po co nam ta wiedza? Dla własnego bezpieczeństwa.

Choćby dlatego, że do rozlewania pachnących cieczy zabierają się dzisiaj coraz to nowe, kolejne firmy.

Produktów tych na rynku przybywa coraz więcej pod różnymi markami, ale nie przybywa rzetelnej wiedzy na ten temat.

Rzetelnej, czyli opartej o naukowe fakty, a nie będącej jedynie owocem marketingu firm zajmujących się sprzedażą olejków (zarówno tych zapachowych, jak i naturalnych eterycznych).

Przeciętny konsument jest często skołowany i nie ma bladego pojęcia o co chodzi. Wiem to z własnego doświadczenia – swego czasu byłam olejkowym ignorantem!

Co i z jakiej firmy mam kupić, jak stosować te olejki eteryczne, na co zwracać uwagę, czego się wystrzegać, o co zadbać i czy naturalny olejek eteryczny za 10 czy 15 zł naprawdę nie istnieje?

Może faktycznie powinien kosztować 150, a nie 15, to wtedy jest “ten dobry”?

A zresztą dobry do czego: jako składnik domowej apteczki czy do prania i sprzątania?

Dzisiaj weźmiemy pod lupę najpopularniejsze olejkowe mity w tym temacie czyli jak stosować olejki eteryczne.

Mit 1 – wszystko co ładnie pachnie to aromaterapia.

Nie, nie wszystko co ładnie pachnie, ale… to, co pachnie ładnie musi spełniać kilka warunków, by na miano aromaterapii zasługiwać, a najważniejszy jest ten: ładny zapach musi pochodzić z materiałów roślinnych.

Nie z laboratorium chemika, ale z pól, łąk i lasów!

Wtedy możemy mówić że mamy do czynienia z aromaterapią.

Definicja aromaterapii brzmi: to wykorzystywanie materiałów roślinnych i aromatycznych olejów roślinnych, w tym olejków eterycznych, do poprawy psychicznego lub fizycznego samopoczucia.

A co za kit potrafią wcisnąć nam handlowcy – na fali wzrastającej popularności aromaterapii?

Zobaczmy na przykład takie oto zestawy do “aromaterapii” jakie proponuje sieć sklepów Lidl.

 

 

Prawdziwe, naturalne olejki eteryczne pozyskiwane są z roślin, a czy gdzieś rośnie taka roślina jak np. cappucino, miód albo poranna rosa?

A gdzie rośnie ciepło kominka? 🧐

Jak widać nie wszystko co ładnie pachnie to aromaterapia.

I nie każdy olejek to naturalny olejek eteryczny.

W zestawie powyżej (który powinien raczej nosić nazwę “Zestaw zapachowy”) nawet pomarańcza wzbudza moje wątpliwości, o wanilii nie wspominając.

Naturalne olejki eteryczne są destylowane z roślin za pomocą pary wodnej (a cytrusowe wyciskane są na zimno ze skórek).

Muszą one być odpowiednio oznakowane, posiadać na opakowaniu skład INCI oraz nazwę łacińską roślinnego surowca z którego zostały wydestylowane.

Poważniejsze firmy umieszczają też na opakowaniu metodę pozyskania olejku eterycznego oraz chemotyp.

To tak w dużym skrócie.

Mit 2 – olejek dobrej jakości to tylko z firmy X, Y lub Z.

Najlepszy olejek to oczywiście taki świeżutki prosto z destylarni, ale umówmy się – mało który przeciętny Kowalski ma możliwość osobistej wizyty w destylarni w celu zakupu świeżo wydestylowanych olejków.

Czy marka ma znaczenie? I tak, i nie – to zależy.

Bo bywa i tak, że marka nie ma nic do rzeczy.

W ofercie jednej firmy możemy mieć ponadto do czynienia z olejkami gorszej i lepszej jakości.

W obrębie jednej oferty olejki mogą mieć lepszą jakość w jednym sezonie lub nieco gorszą w kolejnym.

Czystość olejków także nie ma nic do rzeczy: nawet 100% czyściuteńkie lub opisane jako “najczystsze na świecie” olejki mogą (choć nie muszą) być… no cóż, po prostu kiepskiej jakości.

Dlaczego tak jest: bo jest wiele czynników, które wpływają na jakość olejku.

Od samego procesu uprawy, klimatu w jakim roślinie przyszło żyć, po proces zbioru i przetwarzania, proces destylacji, pakowania, rozlewania oraz ich przechowywania – najpierw u producenta, potem u hurtownika, potem u sprzedawcy, a na sam koniec liczy się też to, co robimy z nimi już w naszym domu.

Przez ten czas mogą się wydarzyć różne rzeczy mające wpływ na końcową jakość olejku.

Największy wpływ (negatywny) mają procesy utleniania, które mogą zmienić własności olejku (a także jego zapach).

Dlatego tak ważne jest trzymać je z dala od światła i przede wszystkim powietrza.

A marka? Jest sporo firm mających już wypracowaną przez całe dekady reputację.

Najczęściej firmy z tradycjami mają też opracowane procedury produkcyjno-przetwórcze, które w optymalny sposób chronią olejki przed utratą jakości. I nie “podkręcają” swoich olejków dodatkami.

Mit 3 – własności terapeutyczne mogą mieć tylko olejki oznaczone jako “jakość/klasa terapeutyczna”

To częsty mit rozpowszechniany przez sprzedawców drogich olejków zza oceanu, bo właśnie tam pojawiły się swego czasu na opakowaniach olejków eterycznych magiczne dwa słowa: “Therapeutic Grade”.

Czyli jakość (klasa) terapeutyczna.

Czasem oznaczone są jeszcze bardziej wytwornie: CPTG czyli Certified Pure Therapeutic Grade (Certyfikowana Czysta Klasa Terapeutyczna).

Taki termin sugeruje, że ktoś (jakaś szacowna instytucja zapewne?) certyfikuje dany olejek potwierdzając jego czystość, jakość i możliwość użycia w aromaterapii.

A jak jest naprawdę? Kto to certyfikuje?

Otóż okazuje się, że nie ma żadnej instytucji, która by opracowała standardy owej “jakości terapeutycznej”. Ani żadnej, która by je zatwierdzała, certyfikowała czy sprawdzała.

Żadnej!

Są to jedynie wewnętrzne standardy opracowane przez daną markę.

To dana firma decyduje czy opisać w ten sposób swoje produkty.

Niestety takie oznaczenie na olejkach wprowadza w głowach konsumentów sporo zamieszania i sprzyja tworzeniu się kolejnych mitów, tak jak mit nr 4.

Mit 4 – jeśli olejek eteryczny nie jest “klasy terapeutycznej”, to prędzej zaszkodzi niż pomoże

Ponoć wszystko inne niż “jakość/klasa terapeutyczna” to nic nie warty szmelc, a i na skórę nawet strach to stosować, o wdychaniu nie mówiąc.

Z  takimi sformułowaniami spotkałam się na pewnych forach, a nawet na swoim własnym blogu!

Na przykład pod moim artykułem Olejki eteryczne na komary pojawił się taki oto komentarz (pochodzący od fanki “jedynie słusznych” olejków).

 

 

Szczególnie firmy oparte o model biznesowy MLM  (marketing wielopoziomowy: najbardziej znane w branży olejkowej to Young Living i DoTerra) upodobały sobie częstokroć taką właśnie strategię. Czyli sianie strachu przed produktami konkurencyjnych marek (nawet jeśli istnieją one na danym rynku od dekad i wypracowały sobie dobrą reputację) ponieważ nie są one “klasy terapeutycznej”.

Nie oszukujmy się: w oczach konsumenta te dwa magiczne słowa (“jakość/klasa terapeutyczna”) znacznie podnoszą wartość produktu, bo skoro “therapeutic grade” – to jakość jest premium.

I często tak jest, nikt nie mówi, że nie.

Czy to jednak oznacza, że inna firma, która nie używa oznakowania “therapeutic grade” jest “gorszą firmą” (w sensie, że jej produkty “prędzej zaszkodzą”)?

Nic bardziej mylnego.

Ta druga firma również może oferować olejki przyzwoitej jakości, które możemy stosować do masażu, inhalacji, wyrobu domowych kosmetyków, używać do kąpieli czy rozpylać w dyfuzorze.

W polskich realiach wiąże się to m.in. z wpisem do Rejestru Kosmetyków (RK) oraz uzyskaniem atestu PZH (Państwowy Zakład Higieny).

Jak już wiemy określenie “jakość/klasa terapeutyczna” wynika z wewnętrznych standardów, które dana firma sama sobie określa, ale ani nigdzie tych standardów nie rejestruje, ani też żadna zewnętrzna instytucja ich nie zatwierdza i nie kontroluje – tu rzecz polega na zaufaniu.

Mit 5 – olejki eteryczne leczą chorobę X, Y lub Z

Często słyszymy stwierdzenia typu “X leczy raka”, “Y leczy cukrzycę”… używane w kontekście substancji czy to syntetycznych czy to naturalnych, czasem diety takiej czy innej, czasem innych działań, które rzekomo “leczą” to czy tamto.

Otóż warto zapamiętać jedno: w przypadku praktycznie każdej choroby uzdrawia tylko i wyłącznie nasz własny organizm.

On uzdrawia się sam z choroby, my możemy tylko asystować.

Przede wszystkim nie przeszkadzać, a jak trzeba to dopomóc.

Wszelkie dodatki jakie stosujemy w procesie samouzdrawiania (naturalne czy sztuczne, konwencjonalne czy alternatywne) mogą być pomocne (i często są), ale to nie one leczą same w sobie.

Olejki eteryczne także niczego nie leczą same w sobie. Nie istnieją “olejki eteryczne na raka” albo “olejki eteryczne na cukrzycę typu drugiego”.

Olejki eteryczne mogą wspomagać naturalne mechanizmy uzdrawiające naszego organizmu i świetnie im to wychodzi, ale to organizm robi swoją robotę czyli uzdrawia.

Jak powiedział Hipokrates: Medicus curat, natura sanat”. Czyli lekarz leczy, natura uzdrawia.

A druga sprawa: co z tego, że diabetyk przykładowo obniży sobie chwilowo poziom cukru we krwi za pomocą olejku z kory cynamonu, skoro niczego dalej nie zmienia w swojej diecie i stylu życia?

Tak naprawdę działa wtedy jedynie objawowo, podczas gdy przyczyna  pozostaje.

Więc nie, olejek cynamonowy nie leczy cukrzycy, a kadzidłowy nie leczy stawów, astmy ani raka (w tym przypadku chodzi o to, że kwasy bosweliowe są za ciężkie by być cząstkami lotnymi, dlatego zawarte są owszem w żywicy kadzidłowca, ale już nie w olejku eterycznym).

Mit 6 – olejek z porządnej firmy nigdy się nie popsuje

Bez względu na to z jakiej firmy kupimy olejek, to prędzej czy później się popsuje.

Nawet przechowywany w buteleczce z ciemnego szkła i mało otwierany – podlegać będzie nieuchronnie procesom oksydacji.

Firma nie ma tutaj znaczenia.

Najszybciej podlegają starzeniu olejki eteryczne wyciskane na zimno ze skórek cytrusów.

Najwolniej starzeją się olejki o małej lotności jak np. sandałowiec, mirra, vetiver czy paczula.

Nie ma co kolekcjonować olejków – to nie znaczki pocztowe. 😉

Kupuj i zużywaj na bieżąco.

A jeśli przeoczysz termin ważności, to możesz je ewentualnie zużyć do sprzątania.

Oczywiście o ile zapach nie stał się drażniący i “dziwny” czy wyczuwalnie zwietrzały – wtedy po prostu wyrzuć bez żalu (pożytku już z takiego olejku mieć nie będziesz tak czy inaczej).

Mit 7 – olejek z porządnej firmy nigdy nie będzie podrażniał czy szkodził w inny sposób

Bez względu na to z jakiej firmy kupimy olejek, to jeśli zastosujemy go bezpośrednio na skórę w postaci nierozcieńczonej – możemy podrażnić skórę.

Dotyczy to szczególnie silnie działających olejków eterycznych tzw. parzących (ang. hot essential oils) jak między innymi cynamonowy, goździkowy, tymiankowy czy oregano.

Niektórzy handlowcy posuwają się do tego, by wmawiać użytkownikom, że podrażnienie to tylko “skutek oczyszczania”. Trudno wyobrazić sobie większy nonsens!

Jeśli wsadzimy sobie rękę do ognia, to jej poparzenie nie będzie “skutkiem oczyszczania”, tylko skutkiem naszej głupoty lub ignorancji.

Wszystko może być szkodliwe (nawet tlen i woda) gdy w grę wchodzi nadmiar lub zwyczajnie nasza niewiedza.

Dotyczy to także olejków eterycznych: mogą stanowić bardzo ważny element domowej apteczki i w wielu sytuacjach być potężnym wsparciem dla naszego organizmu.

Jednak używane nieroztropnie mogą także sprowadzić kłopoty: na nas, na nasze dzieci i na nasze domowe zwierzaki.

Podrażnienie skóry to problem przemijający i pół biedy (choć to nic przyjemnego). Ale gorzej gdy nabawimy się na całe życie plam na skórze wynikających z wychodzenia na słońce po użyciu olejków fototoksycznych.

Albo używając non stop każdego dnia jednego i tego samego olejku eterycznego w końcu rozwiniemy nań stałą nadwrażliwość – takiego olejku najprawdopodobniej już nigdy nie będziemy mogli używać. Do końca życia. Kropka.

Bez względu na to z jak dobrej firmy ten olejek pochodzi, z jak czystych pól i sprawdzonych destylarni.

Kurs online Olejki Eteryczne w Domowej Apteczce

Oficjalnie ogłaszam nabór!

Miał być w grudniu, sporo osób na to czekało, więc jakby z małym poślizgiem czasowym, ale w końcu jest!

Dla osób, które chcą nauczyć się skutecznego i bezpiecznego stosowania olejków eterycznych przygotowałam (dawno już obiecany!) kurs online “Olejki Eteryczne w Domowej Apteczce”.

W kursie uczę jak skutecznie i bezpiecznie używać olejków eterycznych dla zdrowia i urody.

Kurs jest “bezmarkowy”  – nie jest powiązany z żadną marką olejków. Wręcz przeciwnie – uczę w nim jak mądrze kupować olejki, kiedy warto sięgać po droższe, a kiedy nie warto przepłacać.

Kurs został pomyślany jako kompendium praktycznej wiedzy – opartej o naukowe fakty, a nie o “marketingowy bełkot”. 😉

Dlaczego? Bo olejki eteryczne to potężne narzędzie w domowej apteczce – przynoszące mnóstwo korzyści dla zdrowia, o ile używamy ich tak jak trzeba: zgodnie ze sztuką.

 

olejki eteryczne w domowej apteczce

 

Kurs “Olejki Eteryczne w Domowej Apteczce” rusza już na dniach – jeszcze w styczniu 2020. Dostęp do materiałów kursu jest bezterminowy.

Sprawdź szczegóły, poznaj program kursu, a jeśli czujesz, że to jest coś dla Ciebie – to zapisz się na listę oczekujących pod tym linkiem:

https://akademiawitalnosci.pl/kursOEWDA

Wszyscy zapisani na listę oczekujących zostaną powiadomieni mailem gdy już kurs ruszy.

A teraz czas na film! 🎥

Przejdziemy do praktyki i zrobimy coś dobrego dla nas i dla naszego domu.

Patyczkowy dyfuzor DIY!

Nietoksyczny i za grosze.

 

 

Zamiast truć siebie i pozostałych domowników (a także domowe zwierzaki) wdychaniem tego, co zawierają kupne patyczkowe dyfuzory z syntetycznymi substancjami zapachowymi – zrobimy sami taki dyfuzor.

Oczywiście używając do tego celu naturalnych olejków eterycznych.

Wypowiedzcie wojnę unoszącym się po domu chemicznym woniom “bryzy morskiej”, “hawajskich kwiatów”, “japońskiej wiśni” czy “zielonej herbaty”.

Zapewniam, że będzie warto!

Wcześniej na blogu publikowałam przepis na naturalny domowy odświeżacz powietrza na bazie sody i olejków eterycznych – ta wersja nadaje się znakomicie do lodówki (spełnia rolę pochłaniacza zapachów).

Dzisiaj z kolei pora na domowy odświeżacz (dyfuzor) patyczkowy.

Jak zrobić naturalny odświeżacz patyczkowy domowym sposobem?

Garść porad odnośnie domowego dyfuzora patyczkowego:

1. Jako oleju nośnikowego używajmy lekkich olejów jak np. migdałowy, krokoszowy, frakcjonowany olej MTC z kokosa czy winogronowy. Oleje o silnej woni (jak np. oliwa) ani ciężkie (np. rycynowy) nie nadają się.

2. Patyczki odwracajmy co parę dni by uwolnić więcej miłych woni.

3. Można zwiększyć ilość kropel olejków eterycznych jeśli wolicie intensywniejsze zapachy.