Alergie postrzegane są jako współczesna choroba cywilizacyjna. Prawda jednak jest taka, że alergie współistniały z człowiekiem od niepamiętnych czasów.

Pierwsze wzmianki historyczne znajdują się w pismach staroegipskich: już ponoć faraon Menes żyjący ok. 3000 lat p.n.e. został ukąszony przez osę i zmarł (inne źródła podają, że zabił go hipopotam).

Jak głosi legenda żyjący w XV w. król Anglii Ryszard III miał alergię na truskawki, co wykorzystał do zabicia lorda Williama Hastingsa: w jego obecności zjadł truskawki, a gdy zaczął się dusić, nakazał zabić lorda oskarżając go o zdradę i zamach na swoje życie. Przebiegły typek! 😉

W roku 1869 wykonano pierwszy skórny test alergiczny aplikując odrobinę pyłku na niewielkie rozcięcie w skórze.

W czasach już bardziej współczesnych – w roku 1902 Charles Richet i Paul Portier zaczęli używać terminu “anafilaksja” (Richet za badania nad anafilaksją otrzymał Nagrodę Nobla w 1913 roku). Anafilaksja to ciężka reakcja alergiczna organizmu pojawiająca się w ciągu kilku minut od kontaktu z alergenem, objawia się obrzękiem, wysypką, spadkiem ciśnienia krwi. Jest groźna i może prowadzić nawet do zgonu.

Jakieś 2 lub 3 dekady później amerykański alergolog kubańskiego pochodzenia, dr Arthur Fernandez Coca odkrył, że możliwe są też opóźnione reakcje np. na zjadane pokarmy, czyli nietolerancje pokarmowe. Nie było jeszcze wtedy diagnostyki tak rozwiniętej jak dzisiaj, ale dr Coca opracował prosty test mierzenia pulsu po spożyciu pokarmu, który do dzisiaj pozostaje domowym testem na nietolerancje pokarmowe (tzw. Coca Pulse Test).

Alergia a nietolerancja

Alergia jest często mylona z nietolerancją jeśli chodzi o pokarmy. Różnica jednak jest taka, że alergia jest reakcją występującą bardzo szybko po kontakcie z alergenem, natomiast nietolerancja pokarmowa jest reakcją opóźnioną (dlatego często nie kojarzymy zjedzenia jakiegoś pokarmu zjedzonego parę dni temu z reakcją).

Ustąpienie nietolerancji pokarmowej jest możliwe w dosyć krótkim czasie gdy zajmiemy się jelitami i wątrobą, natomiast z alergiami (pokarmowymi, skórnymi czy wziewnymi) nie jest to już takie proste.

Przy alergii oprócz pracy nad wzmacnianiem jelit i wątroby potrzebne jest też sprawdzenie i uzupełnienie wielu składników odżywczych (bardzo polecam wszystkim alergikom książkę “Alergie. Leczenie megadawkami witamin”) jak również w wielu przypadkach współpraca z alergologiem w zakresie odczulania.

Na temat nietolerancji pokarmowych pisałam już na blogu (sprawdź artykuły), natomiast dzisiaj napiszę więcej na temat alergii.

Plaga alergii jako choroby cywilizacyjnej

Ocenia się, że w Polsce na rozmaite formy reakcji alergicznych cierpi 15 milionów Polaków, a w ostatnich 2 dekadach ilość osób cierpiących na alergię potroiła się.

Gdy byłam w szkole, to w naszej klasie była jedna dziewczynka, która była alergiczką. Natomiast gdy w szkole był mój syn, to przed szkolną Wigilią menu było starannie układane pod kątem dzieci alergicznych, których w klasie było kilkoro.

Wzrost zachorowań dotyczy różnego rodzaju alergii wziewnych, kataru siennego (alergiczny nieżyt nosa) jak również nietolerancji pokarmowych oraz astmy. Alergie przybierają różne formy i mogą uderzyć w każdym momencie. Zasadniczo są one kolejną formą przewlekłego stanu zapalnego w organizmie – prawdziwej plagi naszych czasów.

Bardzo często gdy tylko drzewa zaczynają pylenie rzesza alergików pędzi do apteki i kupuje bez recepty dostępne środki farmakologiczne (Alertec, Zyrtec, Allegra itp.), a gdy te nie pomagają, to lekarze przepiszą środki wydawane tylko na receptę (np. oparte na hydroksyzynie), a następnie antyzapalne sterydy.

Hydroksyzyna to również ulubiony lek psychiatrów, chętnie przepisywany na objawy lęku, niepokoju czy bezsenności, ponieważ wpływa ona na kilka układów neuroprzekaźnikowych, nie tylko histaminowy, ale również dopaminergiczny czy adrenergiczny.

Każdy z tych medykamentów działa jedynie objawowo, nie usuwa przyczyny zaburzeń i posiada na ulotce wypisaną całą litanię ostrzeżeń i skutków ubocznych. Każdy lek będący substancją obcą (ksenobiotykiem), która nie jest wytwarzana przez nasz organizm, jest niestety szkodliwy na dłuższą metę dla naszej wątroby,  nerek, serca (hepatotoksyczny, nefrotoksyczny, kardiotoksyczny).

Krótkotrwałe sięganie po substancje farmakologiczne co prawda zmniejsza stres organizmu fizyczny i psychiczny (co sprzyja zdrowieniu organizmu), ale za to zwiększa stres chemiczny (co nie sprzyja zdrowiu ogólnie, bo obciąża nasze ważne organy).

Stosunek korzyści do ryzyka jest może i pozytywny przy użyciu krótkotrwałym (o ile w tym samym czasie pracujemy nad niedoborami, wzmacnianiem organów, usuwaniem czynników szkodliwych), ale przy stosowaniu długotrwałym jest już dużo gorszy – nie osiągamy sukcesu: jedyne co z biegiem czasu rośnie, to nasza torba leków, zaś jedyne co się zmniejsza to objętość naszego portfela.

Niestety życie z alergiami czy z astmą nie należy do łatwych, przyjemnych ani tanich.

Dużo więcej zdziałamy w ujęciu długoterminowym kiedy wdrożymy naturalne terapie, czyli ukierunkowane na usunięcie przyczyny (przy czym można je stosować razem z terapią farmakologiczną zaleconą przez lekarza prowadzącego).

Usuń przyczyny alergii, a nie jedynie objawy

Pies, kot, roztocza czy kurz nie stanowią przyczyny. Przyczyną alergii nie jest też brak cetyryzyny czy hydroksyzyny w organizmie.

Natomiast alergicy bardzo często mają braki podstawowych składników odżywczych, zaburzenia składu lub ilości mikroflory jelitowej i do tego często wątrobę, która nie funkcjonuje na tip-top (mało komu ona dzisiaj na najwyższym poziomie funkcjonuje, mówiłam o tym oraz uczyłam jakimi metodami można to poprawić na webinarze o wątrobie).

Jeszcze raz powtórzę, bo to ważne: przyczyną alergii nie jest kurz, smog, kosmetyk czy sierść naszego kota, ale reakcja naszego organizmu na te czynniki środowiskowe.

Przyczyną tej reakcji może być niedobór substancji potrzebnych do zajścia reakcji prawidłowej albo nadmiar elementów obciążających organizm (np. metale ciężkie) lub kradnących nam substancje odżywcze (np. stres „zżera” nam substancje odżywcze, w związku z czym pozostaje ich mniej do ochrony przed szkodliwymi czynnikami środowiskowymi).

Witamina D na alergie

Witamina D – alergicy bardzo często mają niedobór witaminy D3. A jeśli masz „alergię” nawet na słońce, to paradoksalnie pojawia się ona jako efekt niedoboru właśnie witaminy D, ale także magnezu i witamin z grupy B (szczególnie niacyny – przeczytaj historię naszego czytelnika Pawła jak pozbył się uczulenia na słońce).

Mówiąc o witaminie D w kontekście alergii warto pomyśleć o niedoborach także innych witamin rozpuszczalnych w tłuszczach (A, E i K). Szczególnie ważna jest witamina A, która wzmacnia i chroni błony śluzowe (m.in. oczu, dróg oddechowych – czyli miejsc którymi alergeny dostają się do ustroju).

Substratem do produkcji witaminy A jest beta-karoten (prowitamina A), zawarty w warzywach i owocach zabarwionych na pomarańczowo (sok z marchwi świeżo wyciskany to beta-karotenowa bomba), a także w warzywach liściastych. Z kolei witamina E ma świetne działanie chroniące przed stresem oksydacyjnym naszą skórę.

Jeśli jednak mamy do czynienia z wątrobą wymagającą wsparcia, to sama suplementacja witamin rozpuszczalnych w tłuszczach może napotkać na utrudnienia, ponieważ będzie problem z ich przyswajaniem.

Utrudnieniem w podnoszeniu poziomu witaminy D jest też brak magnezu – drugi element antyalergicznej strategii.

Magnez na alergie

Magnez – jednym z objawów niedoboru magnezu jest nadmierna reakcja na czynniki środowiskowe (np. na nagłe głośne dźwięki, na ostre światło słoneczne lub sztuczne), także rozmaite alergie.

Pomyślmy chwilę: kurz, sierść zwierząt, pyłki roślin – to wszystko było z nami od tysięcy lat, a zdrowy organizm doskonale sobie z tymi czynnikami radzi, podczas gdy organizm alergika odczyta te substancje jako „alergeny”.

Ale też i nigdy dotąd w historii ludzkości nasze funkcjonowanie nie było tak ubogie w magnez (żywność przetworzona przemysłowo, oczyszczona, rafinowana, ulepszana dodatkami chemicznymi) i nie ograbiało nas z magnezu (stres, cukier, używki jak alkohol czy kofeina, procedury medyczne, a także obecny w łańcuchu pokarmowym herbicyd glifosat, będący chelatorem magnezu i blokujący nam wytwarzanie kwasów żółciowych).

„Z badań wynika, iż połowa ludzi cierpiących na alergie reaginowe (powodujące astmę, nieżyty nosa, zapalenie spojówek, migreny, pokrzywki) wykazuje pierwotny niedobór magnezu. I odwrotnie: cierpiący na niedobór magnezu (nawet bez objawów nerwowo-mięśniowych) w 39% byli jednocześnie alergikami.” – Marlena Bhandari „Chlorek magnezu: instrukcja obsługi”

Przedwojenni lekarze dawali alergikom i astmatykom roztwór chlorku magnezu. Nie bardzo było jeszcze wtedy wiadomo dlaczego to działa (uważano, że to dzięki własnościom „cytofilaktycznym”, jak je określił ówczesny badacz, francuski lekarz dr Pierre Delbet, który wiele dekad temu stosując magnez odnosił sukcesy z pacjentami cierpiącymi na alergie, astmę, pokrzywkę, a nawet przy anafilaksji). Dzisiaj już wiemy więcej na ten temat.

„Magnez przeciwdziała skurczom astmatycznym, jako antagonista wapnia rozluźnia mięśnie gładkie i drogi oddechowe, rozszerza płuca, redukuje stany zapalne dróg oddechowych. Magnez (podobnie jak witamina C) naturalnie redukuje też poziom histaminy zapobiegając atakom astmy i alergii.” – Marlena Bhandari „Chlorek magnezu: instrukcja obsługi”

Wiadomo też dzisiaj więcej na temat znaczenia magnezu w ochronie przed metalami ciężkimi – ich nadmiar powoduje osłabienie naszego systemu, zaś magnez jest zużywany do tego, by wiązać metale ciężkie i usuwać je z ustroju. Może nie starczać nam wtedy magnezu do innych zadań. jak np. ochrona przed alergenami (i kilkaset innych, bo magnez pełni w ustroju ponad 300 różnych funkcji, zaś dla naszego organizmu ochrona przed alergenami  nie należy do priorytetowych, ponieważ najpierw muszą być zapewnione inne, dużo ważniejsze funkcje życiowe).

Magnez jest też niezbędny do produkcji żółci przez wątrobę, a to ona pomaga w rozpuszczeniu i wydaleniu różnych szkodliwych substancji z ustroju.

„Bardzo często nadwrażliwość na różne substancje chemiczne lub ich niska tolerancja może wynikać całkowicie lub częściowo z niedoboru magnezu.” – Marlena Bhandari „Chlorek magnezu: instrukcja obsługi”

W przypadku astmy i alergii magnez (obok witaminy D, witaminy C i probiotyków) powinien być niezbędnym składnikiem odżywczym wymagającym uzupełnienia (doustnie i przez skórę lub w postaci kroplówki).

Witamina C na alergie

Witamina C – brakuje jej alergikom i astmatykom, choć to najlepszy naturalny antyhistaminik i jedna z najmniej toksycznych substancji na planecie Ziemia, a na pewno dużo mniej toksyczna niż antyhistaminowe środki farmakologiczne (na receptę lub bez).

Błyskawicznie znosi stres oksydacyjny towarzyszący alergii. Jeżeli masz alergię, to potrzebujesz dużo więcej witaminy C niż zdrowy człowiek – są to ilości gramowe, więc nie pozyskamy ich jedynie z żywności, niezbędna jest suplementacja.

Słynny lekarz, dr Cathcart sam wyleczył swój alergiczny katar sienny za pomocą odpowiednich dawek witaminy C. Przeczytaj jak pozbyć się alergii sposobem naturalnym według metody Cathcarta.

Jaka to jest „odpowiednia dawka”? Taka, przy której indywidualnie dana osoba czuje różnicę w samopoczuciu (nie ma jednej dawki dobrej dla każdego), ale z pewnością są to ilości gramowe.

Na temat witaminy C w kontekście działania antyhistaminowego (i nie tylko) świetną książkę napisał też dr T. Levy „Wyleczyć nieuleczalne”.

Probiotyki na alergie

Na temat znaczenia mikroflory jelitowej dla naszego zdrowia pisałam już wielokrotnie na blogu. Wszyscy wiemy, że zdrowie zaczyna się w jelitach.

Zresztą nie tylko jelita posiadają swój mikrobiom, posiadają go też śluzówki (jama ustna, górne drogi oddechowe, skóra, u kobiet pochwa). Potrzebujemy bakterii by być zdrowym – taki paradoks.

Ale to co zazwyczaj robimy, to maltretujemy te nasze bakterie ile wlezie i bronimy się przed nimi rękami i nogami: jak jedzenie, to musi być sterylne (takie właśnie w dużej mierze produkuje przemysł tzw. spożywczy – sterylne i pozbawione dobrych bakterii), jak myjemy zęby, to przecież od razu trzeba sobie też wysterylizować przy okazji całą jamę ustną płynem specjalnym antybakteryjnym, a do mycia rąk należy użyć specjalne mydło antybakteryjne.

Tymczasem bakteriofobia i nadmiar higieny wcale nam nie służą. Zaburzenia ilościowe i jakościowe mikroflory są bowiem jednym z czynników występowania ryzyka alergii.

A oprócz nadmiaru higieny czynników mogących zaburzać nam mikrobiom jest w dzisiejszym świecie całe mnóstwo, by wymienić tylko najczęstsze jak:

  • medykamenty (leki – i to nie są tylko antybiotyki; szczepionki, chemioterapia, promieniowanie),
  • chlorowana woda,
  • antybakteryjne kosmetyki i środki higieny,
  • słodycze i słodkie napoje,
  • przetworzona przemysłowo „żywność” (owszem żywi, ale patogeny w jelitach),
  • mięso i ryby hodowane na antybiotykach i paszach GMO obficie zlewanych glifosatem,
  • produkty mogące zawierać glifosat (wszystko co jest ziarnem, pestką, nasionkiem i ich pochodne jak mąka),
  • inne pestycydy, herbicydy, różne dodatki do żywności,
  • alkohol, narkotyki, dopalacze,
  • przewlekły stres,
  • zmiany hormonalne (ciąża, menopauza, andropauza),
  • nadmierna aktywność fizyczna

Przestawienie swojej diety na naturalną, organiczną, pozbawioną podejrzanych trucizn i opartą głównie o warzywa i owoce (a produkty odzwierzęce jeśli już, to niewiele i tylko ekologiczne), to podstawa przy alergii i astmie.

Jeśli masz budżet i dostęp do żywności ekologicznej, to super. Jeśli nie – to kupuj ekologiczne chociażby ziarna (i ich pochodne) oraz produkty odzwierzęce. Warzywa i owoce konwencjonalnie uprawiane można oczyścić z pozostałości środków ochrony roślin naukowo udowodnioną metodą czyli w wodzie o pH zasadowym (zobacz jak usunąć pestycydy z warzyw i owoców).

Jeśli nie mamy akurat sody oczyszczonej w domu, to nawet i kropelka płynu do naczyń też zrobi nam robotę, czyli wodę o pH zasadowym.

Zioła na alergie

Pomocne mogą być też niektóre zioła i wyciągi z roślin. Większość z nich działa co prawda antyhistaminowo w sposób raczej objawowy (bo przecież nie naprawi naszych niedoborów czy innych elementów stylu życia), ale jako pomocnicy dobrze się sprawdzają. Najpopularniejsze z nich to:

  • czarnuszka – olej z czarnuszki i jej nasiona: tu opisywałam jakie są właściwości zdrowotne czarnuszki,
  • pokrzywa – posiada własności antyhistaminowe i antyzapalne,
  • rumianek – własności łagodzące wykwity skórne, reguluje poziom histaminy,
  • tymianek – bardzo smaczny w postaci naparu, odśluzowuje,
  • czystek – działanie antyzapalne i antyhistaminowe: tu opisywałam jakie są właściwości zdrowotne czystka.

Łap kamyczki, a nie głazy!

Alergia (w jakiejkolwiek postaci) to sygnał od organizmu, że jest przeładowany rzeczami szkodliwymi, a brakuje mu rzeczy korzystnych. To nie jest choroba sama w sobie, lecz reakcja adaptacyjna organizmu.

Ciężkie schorzenia przewlekłe nie stają się faktem z dnia na dzień. Nie przynoszą nam ich w nocy kosmici gdy śpimy. Zazwyczaj nasz mądry organizm najpierw rzuca takie małe kamyczki w okienko. Takie sygnały, że coś jest nie tak.

A tu jakieś uczulenie, tam jakieś zaparcia, tu ból głowy czy nadwrażliwość na pogodę, tam gdzieś coś zaczyna swędzieć, po drodze jakiś łupież, infekcja czy inna grzybica, pojawiają się bolesne miesiączki, ciężkie poranki, a popołudnia jeszcze gorsze.

I tak dzień za dniem, miesiąc za miesiącem. Najczęściej ignorujemy takie sygnały, a w najlepszym razie lecimy do lekarza gdzie dostajemy coś „na zatkanie” –  uciszamy te sygnały farmakologicznie.

Jeżeli nic poza tym sztucznym uciszaniem nie zrobimy, będziemy dalej szukać dróg na skróty i nie stworzymy organizmowi warunków do prawidłowego, zdrowego funkcjonowania, to lecą kolejne kamyczki: „Halo, obudzisz się w końcu?”.

I te kolejne kamyczki również ignorujemy lub gasimy tylko naprędce symptomy. Lecz pewnego dnia zamiast kolejnego kamyczka leci nam na głowę tym razem wielki głaz – w postaci niemiłej i bardzo poważnej diagnozy. Nowotwór, cukrzyca, choroba sercowo-naczyniowa, nerwica, depresja, choroba autoimmunologiczna…

Jeżeli chcemy tego głazu uniknąć, to trzeba łapać najpierw te małe kamyczki: uważnie wsłuchiwać się w sygnały jakie wysyła nam nasz organizm i reagować odpowiednio.

Niezbędne są tu mądre działania z naszej strony, z czego kluczowe znaczenie mają pierwsze dwa (i nie są to jakieś magiczne proszki, drogie urządzenia ani fura suplementów):
 
  • wdrożenie fundamentów zdrowia,
  • usunięcie przeszkód do samouzdrawiania,
  • stymulacja naszego „wewnętrznego lekarza”,
  • wzmocnienie i odżywienie osłabionych organów,
  • wizyta u chiropraktyka by skorygował nieprawidłowości,
  • użycie naturalnych substancji wspomagających.

 
Fundamenty zdrowia to te determinanty naszego zdrowia, które my sami jesteśmy w stanie kontrolować i nikt inny tego za nas nie zrobi (nawet lekarz):
  • prawidłowe odżywianie (omówiłam jego zasady na wykładzie „Jak zdrowo jeść, by zdrowo żyć”),
  • nawodnienie,
  • uregulowane rytmy dobowe,
  • umiejętność radzenia sobie ze stresem,
  • umiarkowana aktywność fizyczna, 
  • dobre relacje z innymi ludźmi,
  • duchowa więź  z Siłą Wyższą (jakkolwiek ją pojmujesz).
Usunięcie przeszkód do samouzdrawiania to pozbycie się niszczących nasze zdrowie elementów stylu życia, a także wykluczenie nałogów, używek, usunięcie z domu rzeczy potencjalnie szkodliwych (obejrzyj mój wykład „Zdrowy Dom”).
 
Pewnych rzeczy osłabiających nasz organizm nie będziemy w stanie kontrolować (np. zanieczyszczone powietrze w mieście), ale większość śmiało możemy i powinniśmy.
 
Tego wszystkiego nie kupimy w aptece. Tu potrzebna jest chęć pracy własnej i zmiany nawyków. Małe zmiany są lepsze niż żadne. Duże zmiany dają lepsze efekty niż małe.
 
Jeśli komuś wydaje się niewiarygodne, że bez udziału żadnych środków farmakologicznych, tylko za pomocą zmian stylu życia można pozbyć się chorób, to niech przypomni sobie leczniczy program „Spektrum” doktora Deana Ornisha.
 
Pan doktor zastosował dwie główne zmiany: zmiana diety na prawidłową oraz medytacja jako metoda radzenia sobie ze stresem. Ustępowały takie choroby jak: cukrzyca typu 2, choroby sercowo-naczyniowe, nowotworowe – choroby dużo poważniejsze niż alergia czy astma. Dużo większe kamyczki, w zasadzie to już głazy.
 
A jednak ustępowały! Zasada jest taka: jeśli styl życia nie jest zdrowy (odnośnie ciała, umysłu i ducha), to odpowiedź układu immunologicznego również będzie niezdrowa.
 
Dr Ornish uczył pacjentów, że zdrowie nie jest czymś co musimy “osiągnąć”, lecz czymś, co od urodzenia ciągle jest z nami, dopóki go nie zakłócimy naszymi działaniami (przy założeniu rzecz jasna, że urodziliśmy się zdrowi).
 
 
Nie musisz być ofiarą alergii czy astmy „na całe życie”. Pamiętaj, że zawsze masz wybór!