W porze wakacyjnej dostaję często zapytania od czytelników o olejki eteryczne na komary. Tak, to prawda, latem komary i inne insekty mogą być niezwykle uciążliwe. Dzisiaj podam więc mój przetestowany w domu, nietoksyczny sposób: mieszanka olejków eterycznych na komary – sprawdzona i skuteczna.

Wybieram olejki eteryczne dlatego, że nie używam już chemicznych środków na komary np. na bazie DEET czy ikarydyny. Substancje te nie są obojętne dla naszego zdrowia, aczkolwiek mogłabym się zastanowić nad ich użyciem wyjeżdżając gdzieś w rejony o ekstremalnym klimacie (np. na safari do Afryki), natomiast w domowych pieleszach w zupełności wystarczają mi naturalne olejki eteryczne zewnętrznie i odpowiednia dieta wewnętrznie.

Co przyciąga do nas komary? Lecą tam, gdzie wyczują dwutlenek węgla, kwas mlekowy, wilgoć i… odpowiedni zapach!

Zapach skóry ludzkiej (w  zasadzie potu) jest dla nich kuszący, lubią też zapachy kwiatowe i owocowe. Nie przepadają z kolei za zapachami wydzielanym przez niektóre zioła (np. bazylia, szałwia czy mięta).

A nawet i nie każda ludzka skóra jest jednakowo dla komara nęcąca. Gdy ktoś mówi o sobie, że ma “słodką krew” (w sensie, że co fruwa lub pełza to się do niego momentalnie przykleja), to może oznaczać, że cierpi na niedobory witamin z grupy B (szczególnie B1 i B12), które są naszym naturalnym “repelentem wewnętrznym” jaki Matka Natura dla nas przewidziała.

Przypomnę w tym miejscu, że przy okazji opisywania protokołu dr Ruth Harell (podnoszenie IQ u dzieci) wspominałam o tym, jak ważne dla naszego organizmu są witaminy z grupy B, a przy okazji wspomniałam też o tym, że gdy mamy wystarczająco wysoki poziom tiaminy we krwi (witamina B1), to mamy święty spokój z komarami – po prostu na nas nie siadają.

Podobnie zresztą działa witamina B12 – aczkolwiek oficjalnie żadna z witamin z grupy B “nie działa” jako repelent na komary (podobnie jak witamina C oficjalnie “nie działa” przy infekcjach wirusowych, nawet przy banalnym przeziębieniu), w związku z czym wszelkie oficjalne instytucje zalecają obecnie stosować tylko i wyłącznie środki chemiczne – z DEET na czele). 😉

Ja jednak wiem swoje: jeśli magazyny witamin z grupy B mamy napełnione pod korek, to pot wydzielany przez naszą skórę zawiera molekuły witamin z grupy B, a ten zapach jest dla komarów nie do zniesienia. My tego co prawda nie czujemy, ale komary czują. Im więcej molekuł tych witamin w wydzielanym przez naszą skórę pocie, tym skuteczniejszy okaże się nasz “wewnętrzny repelent”.

Problem w tym, że poziom witamin z grupy B w ustroju nie jest stały, a my potrzebujemy ochrony antykomarowej przez cały sezon letni kiedy grasują. Cenną podporą są wtedy naturalne olejki eteryczne.

Olejki eteryczne odstraszające komary

Sporo jest olejków eterycznych, których zapach odstrasza komary. Wymienię niektóre poniżej.

  • cytronella (Cymbopogon winterianus)
  • trawa cytrynowa zwana inaczej lemongrass (Cymbopogon flexuosus)
  • paczula (Pogostemon cablin)
  • rozmaryn (Rosmarinus officinalis)
  • bazylia (Ocimum basilicum)
  • lawenda (Lavandula angustifolia)
  • eukaliptus cytrynowy, australijski lub gałkowy (Eucalyptus citriodora, radiata lub globulus)
  • cedr wirginijski (Juniperus virginiana)
  • mięta (Mentha piperita)
  • szałwia lekarska (Salvia officinalis)
  • tymianek (Thymus vulgaris)

Moja ulubiona mieszanka antykomarowa składa się z pięciu różnych olejków eterycznych, doskonale skomponowanych.

Jej zapach jest przyjemny dla człowieka, ale bardzo nieprzyjemny dla komarów, które uciekają gdzie pieprz rośnie. Bazą mieszanki jest trawa cytrynowa (lub zamiennie cytronella) oraz lawenda.

Rozpylając tę mieszankę w sypialni mogę spać spokojnie przy otwartym oknie! 🙂

A oto i przepis.

Do dyfuzora ultradźwiękowego dodaję:

  • 10 kropel olejku z trawy cytrynowej (lemongrass) – zamiennie może być cytronella
  • 5 kropel olejku lawendowego
  • 2 krople olejku eukaliptusowego
  • 2 krople olejku miętowego
  • 1 kropla olejku z szałwii lekarskiej

 

 

Olejki w tych samych proporcjach można dodać do oleju nośnikowego (20 kropel do 2 łyżek oleju) np. jojoba, migdałowego czy z awokado. W ten sposób otrzymujemy wonny olej, który możemy nanieść na skórę gdy przebywamy na zewnątrz.

Olej nośnikowy nie tylko rozcieńcza olejki eteryczne, ale i zapobiega ich szybkiemu odparowaniu (dzięki czemu zapach na skórze utrzymuje się stosunkowo długo)

Jeśli dodatkowo chcemy wykonać pachnącą mgiełkę w butelce typu spray (do ubrań, poduszek czy pościeli), to 20 kropel rozpuszczamy najpierw w łyżce alkoholu (spirytus rektyfikowany, ew. zwykła biała wódka), dodajemy do butelki typu spray, a następnie dopełniamy wodą (ok. 100 ml), wstrząsamy i gotowe.

Użycie alkoholu jest w tym wypadku konieczne z tego względu, że olejki eteryczne nie rozpuszczają się w wodzie.

A co gdy już komar ugryzie?

Jako środek pierwszej pomocy – olejek lawendowy. Można go stosować nawet bez rozcieńczania, jest tak delikatny. Warto jednak rozpuścić olejek eteryczny w oleju nośnikowym, bo wtedy dłużej trzyma się skóry i nie odparowuje tak szybko.

W domowej apteczce trzymam też gotową kompozycję olejków eterycznych “Herbasektos” firmy Bergland. Fenomenalnie łagodzi podrażnienia i świąd wywołany ukąszeniami owadów i robi to szybko i skutecznie. Bazą tej mieszanki jest olejek lawendowy oraz olejek z drzewa herbacianego, w składzie znajdziemy też witaminę E, która dodatkowo łagodzi zaczerwienienie i obrzęk.

Życzę Wam kochani bezkomarowych wakacji! 🙂