Okiem Naturopaty
Okiem Naturopaty
# 39: Najlepsza forma witaminy D
/

NOTATKI DO PODCASTU

O czym się dowiesz z tego odcinka:

✅ Czym tak naprawdę jest witamina D?
✅ Kiedy produkujemy swoje „wewnętrzne antybiotyki”?
✅ Jaka jest najlepsza forma witaminy D?
✅ Słońce to wiele korzyści (nie tylko witamina D!).
✅ Najlepszy naturalny filtr gdy idziemy na słońce.

ZASOBY WYMIENIONE W TYM ODCINKU

🔴 Zapisz się na mój newsletter: https://akademiawitalnosci.pl/biuletyn
🔴 Warsztaty „Pasożyty i Toksyny”: https://akademiawitalnosci.pl/wpt

 

TRANSKRYPT

Przez kilka dekad była moda na straszenie słońcem i używanie silnych filtrów antysłonecznych. Jednak w ostatnich latach trendy się nieco zaczęły zmieniać i teraz dużo więcej się mówi na temat znaczenia witaminy D dla naszego zdrowia.

Witaminę D kojarzyliśmy wcześniej w zasadzie tylko jako substancję niezbędną dla zdrowych kości, ale dzisiaj świadomość ludzi odnośnie działania witaminy D na cały organizm jest już dużo większa.

Tak naprawdę to nawet nie jest witamina, lecz prohormon.

U dzieci zapobiega krzywicy, u osób starszych osteoporozie. Wzmacnia też układ odpornościowy i wpływa korzystnie na zapobieganie chorobom autoimmunologicznym i nowotworowym.

Ma znaczenie dla naszej odporności, dobrego nastroju, zdrowego układu sercowo-naczyniowego, a także dla zdrowia hormonalnego, szczególnie w kontekście lekkiej menopauzy u kobiet w wieku dojrzałym.

Jeśli chodzi o działanie tej witaminy na naszą odporność, to gdy mamy poziom witaminy D w ustroju niższy niż 30 ng/ml, to nasz ustrój nie wyprodukuje białek wykazujących aktywność przeciw bakteriom, grzybom i wirusom takich jak defensyny czy katelicydyna.

To są takie nasze można powiedzieć „wewnętrzne antybiotyki”.

Zwróćcie uwagę, że jako minimalny prawidłowy poziom witaminy D przyjęto wartość 30 ng/ml, poniżej tego poziomu wpadamy w niedobór.

I dlaczego jest tak ważne aby w ten niedobór nie wpadać?

Otóż defensyny czyli białka należące do naszej naturalnej wrodzonej odporności, znajdują się w naszych komórkach żernych, ale trzeba mieć właśnie odpowiednio wysoki poziom witaminy D, aby te białka w komórkach żernych się pojawiły w przyzwoitej ilości.

To jest jak paliwo dla samochodu! Bez tego nasze komórki żerne są leniwe, a my jesteśmy łatwym łupem dla patogenów, bo nie ma komu ich pożreć, makrofagi są śpiące i leniwe.

Z kolei katelicydyna – drugie białko zależne od witaminy D, również ma działanie jak nasz „naturalny antybiotyk”. Została odkryta całkiem niedawno, bo w roku 1997.

Dlatego pamiętajmy, że jeśli mamy dobry poziom witaminy D w ustroju, to dysponujemy naszymi własnymi naturalnymi substancjami działającymi przeciwko szkodliwym drobnoustrojom.

Są one dużo inteligentniejsze niż te sztuczne antybiotyki, a ich jedynym skutkiem ubocznym jest przewlekłe zdrowie.

Czyli mamy ten minimalny poziom 30 ng/ml, ale tak naprawdę dobrze jest trzymać się środkowej normy dla witaminy D czyli 50-70 ng/ml.

Od 30 do 50 to jest niska norma, 50-70 średnia, a 70-100 wysoka. Ja zalecam średnią normę osobom ogólnie zdrowym, dla osób już na coś cierpiących zalecam wyższą, chyba że są przeciwwskazania lekarskie.

Często mam pacjentów na konsultacjach, którzy mówią „ale ja mam witaminę D w normie”, potem patrzę a tu jest 32 ng/ml, owszem to jest norma, ale ta niska norma, minimum tak zwane. To jest ten minimalny poziom ochrony.

To jest jak płaca minimalna albo minimalna emerytura – trochę za dużo aby umrzeć, ale za mało aby żyć na przyzwoitym poziomie.

Dlatego nie zadowalajmy się niską normą, starajmy się być bliżej tej normy środkowej, a nie tej niskiej.

To jest ważne z jeszcze jednego powodu. W odcinku 28 mówiłam o oksytocynie – bardzo ważnym hormonie mającym wpływ na nasz dobrostan.

I tutaj jest dobra wiadomość jeśli chodzi o witaminę D. Jak donoszą badacze odpowiednio wysoki poziom witaminy D we krwi, pomiędzy 60-90 ng/ml jest w stanie zoptymalizować gospodarkę oksytocyną.

A dlaczego jest ważne zoptymalizować gospodarkę oksytocyną?

Dlatego, że oksytocyna jest tym hormonem, który kontroluje dwa nasze hormony pierwszorzędowe. Czyli insulinę i kortyzol, których wysokie poziomy są przyczyną rozmaitych zaburzeń w organizmie.

W hierarchii hormonów insulina i kortyzol są tymi hormonami, od których zależą wszystkie pozostałe hormony, czyli hormony tarczycowe oraz hormony płciowe.

Dlatego tak ważne jest dbać nie tylko o te najważniejsze dwa hormony ale także o oksytocynę jako hormon kontrolujący te dwa.

Tak więc zobaczmy jak ważne jest mieć dobry poziom witaminy D.

A jaka jest najlepsza forma witaminy D? Nie ma wątpliwości, że jest nią najbardziej naturalna forma czyli kontakt ze słońcem.

Bo kontakt ze słońcem to nie tylko witamina D. To o wiele, wiele więcej i o tym dzisiaj powiem wam kilka ciekawych rzeczy.

Zapraszam do odcinka!

————————

Witamina D jest dzisiaj powszechnie dostępna jako suplement diety – w kapsułkach czy kropelkach.

Jest to jednak powiedziałabym taka „awaryjna” forma tej witaminy, która jest zalecana wtedy, gdy dostępu do prawdziwego słońca nie mamy.

Nasz organizm jak wiadomo sam produkuje witaminę D3 pod wpływem słońca. Ocenia się, że do wytworzenia odpowiedniej dawki witaminy D wystarczy 20-30 minut przebywania na słońcu bez użycia filtrów.

Jest to witamina, którą trudno jest uzupełnić dietą. W żywności jest tej witaminy D tak naprawdę bardzo mało.

Szczególnie że nie wiadomo dokładnie, jaka dawka jest optymalna; organizm każdego z nas jest na tyle inteligentny, że produkuje podczas kontaktu ze słońcem dokładnie tyle tej witaminy, ile potrzebuje.

Dlatego nie sposób przedawkować witaminy D produkowanej przez organizm w czasie kontaktu ze słońcem, natomiast można ją przedawkować stosując suplementy diety, chociaż też nie jest to wcale takie proste, bo należałoby przyjmować bardzo duże dawki przez kilka miesięcy.

Jest też spora różnica w tak zwanym czasie półtrwania. Chodzi o to po jakim czasie ilość witaminy D zmniejszy się o połowę.

W przypadku kapsułek czy kropelek ten czas jest krótszy niż dla witaminy D produkowanej w kontakcie ze słońcem.

Można więc powiedzieć, że witamina D produkowana przez nasz własny organizm jest utrzymywana w ustroju dużo dłużej niż taka z suplementu czy z żywności.

To jest właśnie ta wspaniała korzyść sprawiająca, że słońce jest najlepszą i najbardziej wartościową formą pozyskania witaminy D.

Kolejną korzyścią ze słońca, której nie pozyskamy z kapsułki zawierającej witaminę D jest produkcja neuroprzekaźników zapewniających dobry nastrój.

Wszyscy czujemy się przyjemnie i miło w dni słoneczne, a z kolei jesteśmy jakby bardziej przygnębieni i mamy gorszy nastrój w dni pochmurne.

Dzieje się tak dlatego, że pod wpływem słońca zwiększa się poziom neuroprzekaźników poprawiających nasze samopoczucie, takich jak serotonina, nazywana czasem hormonem szczęścia.

Dzięki serotoninie czujemy się lepiej, mamy dobry nastrój i świetne samopoczucie.

Jej niedobór z kolei wpływa na bezsenność i zaburzenia depresyjne.

Jesienią i zimą, kiedy słońca (a więc i serotoniny) mamy mniej, można dla polepszenia samopoczucia i zmniejszenia ryzyka depresji sezonowych stosować fototerapię za pomocą lamp antydepresyjnych, które można kupić w sklepach medycznych.

Kolejnym cennym hormonem na który wpływa kontakt ze słońcem jest melatonina. Melatonina jest nazywana „Hormonem snu”, ponieważ w istocie jest ona hormonem regulującym nasz cykl dobowy.

Jej poziom wzrasta, gdy robi się ciemno (co stanowi sygnał dla organizmu, że trzeba przygotować się snu) i gwałtownie spada, gdy robi się jasno.

Im więcej słońca, tym mniejszy poziom melatoniny (a większy serotoniny), co wpływa na poprawę nastroju.

Jesienią i zimą, kiedy dzień jest krótszy, poziom melatoniny w ciągu dnia jest wyższy, a my jesteśmy bardziej senne, ospałe i markotne. A to oznacza, że jakość naszego życia jest obniżona.

Kolejną korzyścią kontaktu ze słońcem jest normalizacja działania układu sercowo-naczyniowego.

Przede wszystkim słońce poprzez produkcję tlenku azotu korzystnie wpłynie na obniżenie ciśnienia krwi, zwiększy wydolność pracy serca i zmniejszy ryzyko zawału.

Przyjmując kapsułki czy kropelki z witaminą D nie osiągniemy tego samego efektu.

Co jeszcze robi dla nas słońce, czego suplementy nie potrafią?

Otóż słoneczne ciepło świetnie łagodzi bóle stawów, kości i mięśni, a dodatkowo słońce wspaniale działa na skórę.

Promieniowanie słoneczne bardzo korzystnie wpływa na leczenie wielu różnych chorób skóry takich jak trądzik, łupież, egzema czy w końcu nawet łuszczyca.

Przyspiesza gojenie się skóry, poprawia jej stan i robi to znacznie lepiej niż leki, zabiegi, kremy i maści.

Dodatkowo słońce poprawia przemianę materii. Dlatego lato jest doskonałą porą na odchudzanie – mamy nie tylko dostęp do sezonowych warzyw i owoców, ale i do słońca.

No i jeszcze jedna ważna rzecz: gdy jesteśmy na słońcu, to usuwane są z organizmu wraz z potem toksyny.

Na warsztatach „Pasożyty i Toksyny” uczyłam w jaki sposób można używać sauny na podczerwień aby usuwać toksyny z ustroju za pomocą sauny na podczerwień i protokołu niacynowego.

Dobra wiadomość jest taka, że słońce jest naturalnym źródłem podczerwieni, a toksyny zostają usunięte wraz z potem nawet gdy nie stosujemy niczego dodatkowo.

A przynajmniej te rozpuszczalne w wodzie, bowiem protokół niacynowy usuwa także te najgroźniejsze, rozpuszczalne w tłuszczach i na tym polega jego wyjątkowe działanie oczyszczające organizm.

To bardzo ciekawy mechanizm i w zasadzie nie ma żadnych skutków ubocznych z wyjątkiem poprawy zdrowia.

Gorąco polecam odsłuchać te warsztaty, naprawdę niesamowita wiedza. Linka wrzucę w notatki do tego odcinka podcastu.

Oczywiście słońce ma wiele zalet i tylko jedną wadę: nie można z nim przesadzać, bowiem uzyskamy efekt odwrotny od oczekiwanego.

Tak jak wszystko w przyrodzie, tak i nadmiar słońca nie jest zdrowy.

Po ekspozycji na słońce należy zejść w cień, co jest najlepszym sposobem ochrony przed nadmiarem słońca, najbardziej pewnym i skutecznym.

A co jeśli nie jest to możliwe, albo po prostu chcemy być na słońcu dłużej?

Wtedy musimy zabezpieczyć skórę przed stresem oksydacyjnym wywołanym nadmiarem promieni słonecznych.

Tak, dobrze słyszysz: przed stresem oksydacyjnym. To co robią chemiczne środki typu kremy z filtrem, to blokowanie promieni słonecznych.

Natomiast nie jest konieczne ich blokowanie, o ile tylko ochronimy skórę przed skutkami nadmiaru słońca.

Skutkiem nadmiaru słońca jest stres oksydacyjny i to przed nim powinnyśmy skórę chronić, a nie przed samym słońcem jako takim.

Pada często pytanie jaki stosować filtr żeby się opalić, a nie spalić?

Odpowiedź jest prosta: zastosuj na skórę witaminę E.

Może być w kropelkach, może być wyciśnięta z kapsułki i rozprowadzona na skórze. Najlepiej taka mocniejsza, ok. 400 jednostek w kapsułce, ale jak nie masz, to może być nawet 200 jednostek.

Znajdziesz ją w każdej aptece, nazywa się TOKOVIT i kosztuje kilkanaście złotych.

Można również te kapsułki nakłuć szpileczką, wcisnąć do buteleczki z olejem z pestek malin i mamy świetny olejek do opalania, przy którym się bardzo ładnie opalimy, ale nie spalimy.

Dlaczego? Ponieważ witamina E nie odbija promieni słonecznych ani ich nie pochłania.

Natomiast idealnie chroni ona skórę przed poparzeniem, które jest wywołane stresem oksydacyjnym mającym miejsce przy nadmiernej ekspozycji na słońce.

Mamy więc wszystkie korzyści płynące z kontaktu ze słońcem, niczego się nie pozbawiając, a jednocześnie zachowując zdrową i promienną skórę.

Bez oparzeń, bez schodzącej skóry, bez plam, bez nowych zmarszczek spowodowanych utratą kolagenu i elastyny.

I to jest właśnie to, o co nam chodzi. Sposób sprawdzony nie tylko na sobie, ale i przez setki moich czytelniczek i pacjentek.

A producentom sztucznych filtrów ja już dawno podziękowałam, czego im wam życzę.

Cieszcie się słońcem, chrońcie skórę witaminą E i pozostawajcie w zdrowiu.

Na dziś to już wszystko. Do usłyszenia w kolejnym odcinku podcastu.

Trzymajcie się, cześć!